Obcowanie z ogromem nieba sprawia, że osobiste troski bledną, a codzienne zmartwienia wydają się mniejsze i łatwiejsze do opanowania. Jakie to proste… Wystarczy podnieść wzrok i zapatrzeć się w błękit nad nami. Wszystko nagle staje się lżejsze.
Abstrakcyjna, bezkresna przestrzeń rozlewa się nad naszymi głowami. Firmament, niczym odwrócony ocean, pulsuje feerią barw, kłębiącymi się kształtami i nieodgadnionymi możliwościami. Zachwycają nas migotliwe światła gwiazd, lot ptaków czy ruch maszyn latających. Wzbić się w górę! Latać! Nieboskłon oraz to, co nieskończenie wykracza poza pole naszego widzenia, pozostają kuszącą i fascynującą sferą. W tej chwili, gdy spoglądamy w górę, nabieramy szerszej perspektywy. Przenosimy się poza horyzont utartych pojęć. Na chwilę nasze myślenie łączy się z wewnętrznym dzieckiem, które krzyczało: „Patrz! Tęcza! Piorun! Ptak!”. Możemy spacerować wyobraźnią po chmurnym zoo i kosmicznych menażeriach.
Dzieje się to w nas naturalnie. A gdyby tak samo spojrzeć na obraz? Spróbujmy interpretować malarstwo jako pole podniebnej eksploracji.
Wystawa „Zapatrzeni w niebo”, z Joanem Miró w roli głównej, zaprasza do podjęcia tej próby. Za słynnym Katalończykiem, który z symboli natury uczynił osobisty kod znaczeń, możemy dostrzec to, co unikatowe w ludzkim postrzeganiu. Powrócić do momentu, gdy człowiek jeszcze nie myśli schematami, nie werbalizuje przeżyć – jedynie obrazuje je barwą i niesforną krechą. Komunikuje się emocją, po raz pierwszy niezgrabnie chwyta kredkę lub pędzel, aby językiem uniwersalnych symboli nakreślić to, co mu w duszy gra. Kartki wypełniają wtedy nie litery, nie doskonałe warsztatowo rysunki, lecz kody wizualne: obłe, bulwiaste kształty osadzone na patyczkowych kreseczkach, koślawych krzyżykach, kropkach oraz pełnych rozmachu plamach. Mamy wtedy dwa lata, maksymalnie trzy. Potem, wraz z wypowiedzeniem pierwszych pełnych zdań, zaczynamy estetyzować i tracimy ten wspaniały moment nieskrępowanej kreacji.
W historii sztuki XX wieku oraz współcześnie istnieje spora grupa artystów, która odważnie stawia krok w tym kierunku. Dysponując wysoką świadomością warsztatową i znajomością tradycji akademickich, wykonują zwrot w głąb siebie, aby uruchomić widzenie poza ramami cywilizacji i oczekiwań. Powstają dzieła wolne od sztywnych reguł. Największym wyzwaniem dla nas jest otwarcie się właśnie na nie. Przecież jesteśmy kulturowo osadzeni w głęboko racjonalnym świecie, budowanym na dogmatach rozumu. Nawet aspekty duchowe podlegają presji intelektu. Wszystko musi być uzasadnione.
W ten świat, pełen przemysłowego zgiełku, przyspieszającego tempa produkcji i konsumpcji, konfliktów oraz zmian w normach społecznych, ponad 100 lat temu wkroczyła awangarda. Artyści dali sobie przyzwolenie na opuszczenie bezpiecznego pola tego, co uznano za „piękne”, na rzecz abstrakcyjnej ekspresji. Jeśli ominiemy meandry narzuconych kanonów i pokierujemy się wskazówkami twórców natchnionych psychoanalizą czy teorią widzenia, nagle dostrzeżemy powidoki nowych znaczeń. Są one płynne i zależą jedynie od uwolnionej percepcji. Przenosimy się w pejzaże własnej wyobraźni i podświadomości. To, co budzi w nas dystans i onieśmielenie – czyli obcowanie z dziełami, które „dziecko by namalowało” – jest stanem wyzwalającym. Poprzez kontakt z nimi mierzymy się z dużym cywilizacyjnym dyskomfortem: niewiedzą o własnej emocjonalności i eksploracją czegoś, co nie zostało zdefiniowane.
Popatrz w niebo. Czy ktokolwiek oceni to, co w nim dostrzegasz? Możesz po prostu cokolwiek poczuć. Nikt nie musi wiedzieć, czemu wzniesiono ku niemu oczy. Nie musisz dzielić się tym, co tobą kieruje, ani odkryciem, które rezonuje w tym momencie tylko w tobie. I to jest właśnie wolność kontaktu z twórczością, która stała się miejscem bez granic. Podobnie jak w naszej wyobraźni, którą tak ciasno trzymamy na smyczy tego, czego uczy nas znany świat. Kontakt z dziełem ma aspekt wyzwalający i uzdrawiający.
Spoglądając na obraz, podobnie jak na niebo, pozwalamy sobie na głęboki mentalny reset. Badania naukowe wskazują, że patrzenie w górę wywołuje poczucie zachwytu, co obniża poziom hormonów stresu i wycisza układ nerwowy. Ten prosty nawyk zmienia perspektywę, łagodzi zmęczenie umysłowe oraz sprzyja głębokiemu poczuciu spokoju i jasności umysłu. W przeciwieństwie do ekranów, które wymuszają skupienie uwagi i powodują zmęczenie poznawcze, obserwowanie przesuwających się chmur czy gwiazd zapewnia mózgowi stymulację niewymagającą wysiłku, co pozwala odzyskać zdolności twórcze. Podobne korzyści płyną z zaledwie 30 sekund obcowania z dziełem.
Jeżeli nadal nie czujemy się pewnie w tym procesie, poprośmy o pomoc dzieci. Szczególnie te najmniejsze – stanowią one najwspanialszy wzorzec świadomego widzenia. Moim marzeniem jest, aby wystawę „Zapatrzeni w niebo” tłumaczyli odbiorcom właśnie najmłodsi. Dzięki nim to, co w sztuce wyzywające, wykroczy poza pojęcia „ładne czy brzydkie”. Może zauważymy coś więcej? Może uśmiechniemy się w wyniku przebłysku nieoczywistego poczucia humoru? Może wręcz przeciwnie, zapadniemy w nieoczekiwaną zadumę, dotykając własnego cienia. To, co odczytamy, jest subiektywne i nie podlega ocenie – podobnie jak kody znaczeń, które nadamy znakom obecnym na wystawie.
Joan Miró postrzegał niebo i ptaki jako głębokie symbole wolności, podświadomości oraz kosmosu. Dla tego katalońskiego surrealisty niebo stanowiło nieskończoną przestrzeń ucieczki od ziemskiego cierpienia, podczas gdy ptak pełnił funkcję poetyckiego pomostu łączącego ziemię, chmury i gwiazdy. Był artystą pełnym niewyczerpanej energii oraz empatii. Jego twórczość, obrawszy zwrot w kierunku redukcji formy i koloru, wywołała niemały skandal i nie dała się łatwo zaszufladkować.
Dlatego też wystawa „Zapatrzeni w niebo” ukazuje zestawienie twórców, którzy prowadzą międzypokoleniowy, nieoczywisty dialog. Rozpoczęta przez Miró rozmowa na temat sensu sztuki trwa bezustannie. Zachęcam do porzucenia drogi intelektualnego wysiłku. Uśmiechnijmy się, widząc niesforne, ekspresyjne grafiki z serii „Abstrakcja i geometria”. Spróbujmy odczytać ich szyfry niczym rebus. Uwolnijmy wzrok w relacji z pracami Henryka Stażewskiego i Stanisława Fijałkowskiego. Niech prowadzi nas subtelność form o zatartych konturach. Może wyobraźnia spłata nam figle w zawirowaniach barw Sonii Delaunay, Jaremiego Picza czy Kamili Stovrag? Zaskoczmy się radosną intensywnością i pięknem dzieł kolektywu Slow Painting Studio. Uśmiechnijmy się od ucha do ucha przy pracach Macieja Salomona i dwuznacznych kompozycjach Karola Wanata. Przemawiające z ekspozycji barwa i forma puszczają do nas oko, zachęcając do odprężenia. Kontakt ze sztuką może być jak śledzenie obłoków na nieboskłonie – radosną, lekką przyjemnością obcowania z tym, co w nas najpiękniejsze: bezkresem fantazji. Po prostu cieszmy się nią i bawmy! Zapatrzmy się w sztukę, jak w niebo.
Artyści wystawy „Zapatrzeni w niebo”:
Joan Miró (1893–1983): Kataloński malarz, rzeźbiarz i grafik, czołowy przedstawiciel surrealizmu. Jego styl charakteryzował się użyciem jaskrawych kolorów i uproszczonych, biomorficznych kształtów, co miało przybliżyć sztukę do czystej, dziecięcej wyobraźni i podświadomości.
Henryk Stażewski (1894–1988): Pionier polskiej awangardy, współtwórca grupy „a.r.” oraz członek międzynarodowych grup konstruktywistycznych. Znany z rygorystycznego, geometrycznego podejścia do kompozycji, które w późniejszym okresie wzbogacił o subtelne efekty światła i rytmu.
Stanisław Fijałkowski (1922–2020): Jeden z najważniejszych polskich malarzy współczesnych, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Jego twórczość, silnie zakorzeniona w tradycji surrealizmu i konstruktywizmu, skupiała się na abstrakcyjnych pejzażach wewnętrznych, pełnych metafizycznego spokoju.
Sonia Delaunay (1885–1979): Ukraińsko-francuska artystka, współtwórczyni orfizmu (synchronicznego nurtu abstrakcji). Zasłynęła eksperymentami z żywymi kolorami i geometrycznymi kształtami, które stosowała nie tylko w malarstwie, ale również w modzie i designie użytkowym.
Jaremi Picz: Współczesny artysta zajmujący się malarstwem abstrakcyjnym. Jego prace często operują intensywną paletą barw i dynamiczną formą, badając relacje między kolorem a przestrzenią wizualną.
Kamila Stovrag: Artystka młodego pokolenia, której twórczość oscyluje wokół abstrakcji lirycznej i poszukiwań malarskich w obszarze emocjonalności oraz nieoczywistych struktur wizualnych.
Slow Painting Studio: Kolektyw artystyczny promujący ideę „powolnego malarstwa”. Ich prace skupiają się na celebracji procesu twórczego, radości z gestu oraz intensywności koloru, często z przymrużeniem oka nawiązując do sztuki naiwnej.
Maciej Salomon: Artysta wszechstronny – malarz, ilustrator i animator. Jego twórczość charakteryzuje się dużym dystansem do rzeczywistości, humorem, często absurdem oraz swobodnym, niemal dziecięcym traktowaniem formy.
Karol Wanat: Artysta wizualny, którego prace często balansują na granicy czytelności i dwuznaczności. W swoich realizacjach podejmuje dialog z widzem, wykorzystując ironię oraz przewrotne podejście do znanych motywów kulturowych.
kuratorka wystawy: Dagmara Giej-Rusnak




Wyświetleń w tym roku : 12982
Wszystkich wyświetleń : 82372